poniedziałek, 4 listopada 2013

jak zostać krwistym (upitym?) wampirem

Ja nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to jest z babami, że nawet najmniejszy zakupiony drobiazg potrafi poprawić humor w 10 sekund (ewentualnie 3 minuty, zależy jak długa jest kolejka do kasy).
Tym razem mogę uchronić swoje biedne sumienie przed kolejnymi wyrzutami, Z. czuj się winna,  bo wcale mi nie odradzałaś (oskarżycielski wzrok!). Wyjątkowo, popełnione grzeszki odnalazłam nie w (krzywdzącym moje dobre imię albo portfel) Rossmanie, a w stacjonarnym sklepie Golden Rose, obok którego nie umiem, no nie umiem przejść obojętnie.



W końcu postanowiłam zmierzyć się z moim ulubionym jesiennym trendem w makijażu - bardzo ciemnymi ustami. Nie jestem jeszcze aż tak bardzo faszyn (from raszyn - serio, wymsknęło mi się!), więc zrezygnowałam z fioletowych odcieni, ale pewnie wszystko przede mną - gdzie jak gdzie, ale na moich ustach zawsze czyste szaleństwo. Ostatecznie w koszyku (patrz: rękach Z.) wylądowała pomadka - odcień 123 - która wzbudziła lekkie kontrowersje i to nie w domu-konserwie, a na uczelni pełnej światłych umysłów. Nosząc ją (a jakże, przecież nie wytrzymałabym jednego dnia bez chwalipięctwa) zostałam oskarżona o morderstwo, bycie wampirem, upojenie winem, a w najlepszym wypadku - jedno i drugie.



Oddanie jej koloru było istnym wyzwaniem (najbliższe prawdy jest zdjęcie u góry po lewej stronie), dobrze, że zajęcia dopiero na 12:30 (student nie śpi, bo strzela fotki na bloga brzmi jak nowa grupa na facebooku). Moim zdaniem to idealny odcień wina. Klasyczny, przypominający klimatem filmy noir, zdecydowanie mój jesienny faworyt.


W ferworze walki, zapragnęłam również pierwszej w swoim życiu konturówki do ust. Z pomocą (a właściwie za pomocą) niezbyt zadowolonej z życia panienki za kasą udało się dobrać odcień 205, minimalnie jaśniejszy, ale nadal całkiem nieźle dopasowany. Polubimy się jak nic, zwłaszcza, że (jak przymknę lewe oko, a zamknę prawe) ładnie zgrywa się z jeszcze kilkoma pomadkami.
Co do właściwości, dość kremowa konsystencja, która jednak nie wylewa się poza kontur ust, charakterystyczny "babciny" zapach i zadowalająca trwałość (bez jedzenia i picia - biedny studenciak - wytrzymała w perfekcyjnym stanie 8h).
 

Oczywiście, nie można wyjść z królestwa GR bez lakieru (no dobra, można, ale po co? one tam wszystkie takie taniutkie tylko czekają aż je przygarniesz, za dobre mam serduszko, nie umiem ich tak zostawić), których, co widać na pierwszym zdjęciu, mam zdecydowanie za mało. Przecież każda z nas posiada co najmniej 65 buteleczek (67 już), bo "takiego jeszcze na pewno nie mam, to wezmę".
Moje łupy pochodzą z ukochanej przeze mnie kolekcji z proteinami. Przy mojej częstotliwości zmiany kolorów cena 3,90 uderza w czułe nuty w pustaczym serduszku, zdecydowanie.

Biały lakier - 242 - krążył mi po głowie już ponad rok, jednak poprzedni zakup okazał się totalnym bublem (przy swoich "wspaniałych" właściwościach równie dobrze mógł mi służyć za korektor), więc podchodziłam z pewną dozą nieśmiałości do kolejnej próby. Jednak po pierwszych testach (znowu - chwalipięctwo mode on) mogę go Wam polecić z czystym sumieniem. 

Natomiast śliwka/fiolet/burgund/czy coś - 312 - to już całkowita wina Z. (shame on you!), gdy tylko go znalazła obie nie mogłyśmy się oprzeć. Piękna śliwkowa baza, w której zatopiony jest pierdyliard złotych, czerwonych i fioletowych drobinek. Cudo. Z pewnością ożywi jesienną szarugę, która powoli zbliża się do mojej dziupli. 

Z dedykacją dla (mam nadzieję) wstydzącej się bardzo Z.
(macham Wam!).

6 komentarzy:

  1. Jak najbardziej podzielam Twoje upodobania odnośnie makijażu w tym sezonie! Świetny post, ściskam :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wstydzę się ani trochę! ;*
    i wiesz co robię dokładnie w tej chwili? piszę ten komentarz tylko jedną łapką, bo na drugiej schnie mi właśnie przepiękna 312 :D
    no, no dumna jestem <3

    OdpowiedzUsuń
  3. nie odważyłabym się na taki kolor szminki, bo nie było by mi w nim ładnie, ale sam kolor bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama robiłam długo podchody, ale koniec końców - chyba jest nawet bardziej twarzowa, niż większość moich jaśniejszych pomadek :)

      Usuń
  4. a mi mój chłopak kupił szminkę (!) czerwoną (!), więc czasem się nią smaruję, żeby się cieszył chłopaczyna. zakładam bandanę, bluzkę w grochy i wyglądam jak pin up girl! byłabyś dumna, Sówko!

    OdpowiedzUsuń